ZBIÓRKA

ZUŻYTEGO SPRZĘTU ELEKTRYCZNEGO I ELEKTRONICZNEGO AGD, RTV….

 

 

W dniu 27 lipca – do godz. 930 - zapraszamy do udziału w zbiórce zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Zbiórka będzie miała miejsce na placu kościelnym.

 

W ten sposób możemy pomóc Polskim Misjonarzom między innymi w Boliwii, Ekwadorze, Kamerunie, Czadzie, Brazylii i Peru a także naszym rodakom, którzy pozostali na wschodzie (w Ukrainie, Gruzji, Kazachstanie).

 

Możemy pomóc osobom, które mają trudności z przywiezieniem elektroodpadów – w takim wypadku wystarczy nam to wcześniej zgłosić telefonicznie.

 

Osoby, które nie mają elektroodpadów a chcą się włączyć w akcję mogą ofiarować symboliczną cegiełkę wpłacając dowolną kwotę na konto Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej. Numer konta znajduje się na ulotkach informacyjnych oraz na stronie internetowej www.pro-missio.org

więcej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W środę 26 maja 2021r. Ks. Bp Grzegorz Kaszak poświęcił Monstrancję do całodziennej Adoracji Najświętszego Sakramentu w kaplicy bocznej naszego kościoła. Od tego dnia ADORACJA TRWA codziennie. 

 

 

Nawiedzajmy Pana Jezusa wystawionego w Świętej Hostii, choćby na krótką modlitwę. Św. Piotr Apostoł w swoim liście napisał wstrząsające słowa: Wszystkie wasze troski przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. (1 P 5, 7). Nie ma lepszego momentu, kiedy możemy składać swoje życie w ręce Jezusa - z wszystkimi jego ciężarami i troskami - jak chwila adoracji Najświętszego Sakramentu.

„Jedna chwila prawdziwej Adoracji ma większą wartość i przynosi więcej owoców, niż najintensywniejsza działalność, choćby to była działalność apostolska.” (Jan Paweł II)

Dla Jana Pawła II, którego całe życie przeniknięte było głębokim zjednoczeniem z Bogiem na modlitwie, najważniejsze miejsce zajmowała Eucharystia, a także związana z nią adoracja Najświętszego Sakramentu. Papież uważał, że: „Wśród różnych praktyk pobożnych adoracja Jezusa sakramentalnego jest pierwsza po sakramentach, najbardziej miła Bogu i najbardziej pożyteczna dla nas”. Eucharystia jest nieocenionym skarbem: nie tylko jej sprawowanie, lecz także jej adoracja poza Mszą św. pozwala zaczerpnąć z samego źródła łaski" (Ecclesia de Eucharistia, 25).

     

Adoracja w Kaplicy:

  • Od poniedziałku do soboty w godzinach od 730 - 1800 lub do pierwszego wieczornego nabożeństwa.
  • W Niedzielę i Uroczystości z niedzielnym porządkiem Mszy świętych od 1330 - 1800 lub pierwszego wieczornego nabożeństwa.  

 

         

    

 

więcej

Caritas Polska Rodzina Rodzinie


 

 

 

 

 

 

Rodzina Rodzinie - Akcja Caritas Polska

Rodzina Rodzinie – Serwis spersonalizowanej pomocy dla ofiar konfliktu syryjskiego: www.rodzinarodzinie.caritas.pl

Od 2016 roku nasza parafia wspiera syryjskie rodziny poprzez stałe, comiesięczne wpłaty pienieżne. Odpowiadając na apel Caritas Polska postanowiliśmy kontynuować naszą pomoc przez najbliższy rok – od sierpnia 2024 - lipca 2025. Wszystkich, którzy pragną włączyć się do tego dzieła miłosierdzia prosimy o zgłaszanie się do zakrystii. Szczegółowe informacje o akcji Rodzina Rodzinie znajdują się na stronie: www.rodzinarodzinie.caritas.pl

 

 

RODZINA RODZINIE!

Największy program pomocy humanitarnej w historii Polski

 

Rodzinie to unikalny na skalę światową program wsparcia rodzin poszkodowanych w wyniku konfliktów zbrojnych i kryzysów humanitarnych na Bliskim Wschodzie realizowany przez Caritas Polska dzięki finansowej pomocy darczyńców.

Od początku uruchomienia programu w 2016 roku objęliśmy pomocą ponad 10 tysięcy rodzin z Syrii, Strefy Gazy, Iraku oraz Libanu. Rodzina Rodzinie stała się dla wielu rodzin jedyną iskierką nadziei na lepsze jutro.

  • Październik 2016 r. - start programu w Syrii
  • 2020 r. - do programu dołącza Strefa Gazy
  • Marzec 2021 r. - do programu dołącza Liban oraz Irak

 

Sytuacja humanitarna w Syrii

  • 80% Syryjczyków żyje w skrajnym ubóstwie, za mniej niż 8 zł dziennie
  • 70 % populacji ma problemy z dostępem do wody
  • 12,4 mln ludzi grozi głód

Sytuacja humanitarna w Syrii nie była tak zła w najbardziej dramatycznych okresach wojny. Walki nie są już tak intensywne, jednak Syryjczykom w zniszczonym przez wojnę kraju żyje się wciąż trudno. Tlący się konflikt sprawia, że bez pomocy z zewnątrz Syryjczycy są skazani na głód, nędzę i cierpienie.

 

Sytuacja humanitarna w Strefie Gazy

  • 80% mieszkańców Strefy Gazy żyje poniżej poziomu biedy
  • 97% zasobów wodnych kraju stanowi woda niezdatna do picia
  • 1,5 mln dzieci doświadczyło przemocy związanej z konfliktem

Sytuacja w Strefie Gazy pozostaje od wielu lat niestabilna. Skutki wieloletniego konfliktu militarnego z Izraelem wpływają znacząco na poziom życia milionów Palestyńczyków. Nieustające naloty i bombardowania niszczą doszczętnie domy. Każdego dnia widać ogrom ludzkich dramatów. Wśród ofiar często są kobiety i dzieci. Dodatkową trudnością dla mieszkańców jest nałożona w 2007 roku blokada przejść granicznych oraz importu dóbr. Gospodarka tego kraju jest na skraju upadku.

 

Sytuacja humanitarna w Libanie

  • 55% mieszkańców Libanu doświadcza ubóstwa, w tym 23 % żyje w skrajnej biedzie
  • 75% gospodarstw domowych jest zagrożonych utratą dostępu do wody
  • 54% gospodarstw domowych prowadzą samotne matki, nie ma w rodzinie ani jednej pracującej osoby

Liban znajduje się na rozdrożu. Kraj nieustannie doświadcza wewnętrznych konfliktów i niestabilności politycznej. Pogłębiający się kryzys gospodarczo-finansowy zmienia codzienne życie mieszkańców w walkę o przetrwanie. Coraz więcej ludzi traci pracę, jednocześnie znacząco spada wartość nabywcza wynagrodzeń. Połowa mieszkańców Libanu żyje poniżej progu ubóstwa, ok. 3 mln mieszkańców potrzebuje pomocy humanitarnej.

 

Sytuacja humanitarna w Iraku

  • 4,1 mln irakijczyków potrzebuje pomocy humanitarnej
  • 1,5 miliona osób pozostaje nadal wewnętrznie przesiedlonych
  • 2,6 mln dzieci żyje poniżej progu ubóstwa

Sytuacja w Iraku pozostaje wciąż niestabilna. Skutki konfliktu militarnego nadal wpływają na poziom życia milionów Irakijczyków. Nieprzerwanie trwają konflikty polityczne, bezpieczeństwo jest zakłócane przez działalność lokalnych grup zbrojnych, nadal istnieją silne podziały społeczne, szczególnie widoczna jest dyskryminacja mniejszości chrześcijańskiej.

 

"Każdego dnia modlę się za darczyńców"

- Georgette z Aleppo -

 

więcej

 

 

 

 

 

 

 

 

List pasterski Biskupa Sosnowieckiego Artura Ważnego
z okazji ingresu do katedry sosnowieckiej

 

„I stanie się cedrem wspaniałym”

Siostry i Bracia – Diecezjanie, czy to nie są wspaniałe słowa, będące jednocześnie obietnicą? Słowa te wypowiedziane przez proroka Ezechiela, niech staną się dla nas wszystkich początkiem wspólnego wędrowania. Początkiem tworzenia relacji, której fundamentem jest ta oto – Boża obietnica: że staniemy się cedrem wspaniałym!

Prorok zwraca bowiem uwagę na „wierzchołek z wysokiego cedru”, z którego to Bóg ułamie gałązkę i zasadzi na górze w Jerozolimie. Chociaż obraz ten przedstawia nam przede wszystkim tę jedną wyjątkową, wielką obietnicę Boga, który zapowiada przyjście Jego Pomazańca – Mesjasza, to pozwolę sobie, aby ten obraz stał się dla Nas także obietnicą naszego Ojca, że to, co teraz wzgardzone, trudne – wkrótce stanie się wspaniałym cedrem! Dokona się to, ponieważ On, gdy przyjdzie „wypuści gałązki i wyda owoc”, stając się cedrem wspaniałym, do którego zlecą się istoty skrzydlate, znajdując mieszkanie „w cieniu jego gałęzi”. Dlatego wołajmy razem: „Przyjdź ponownie, wypuść gałązki i wydaj owoc, stań się na nowo cedrem wspaniałym”

Drodzy diecezjanie! Witam się z Wami, tym Ezechielowym obrazem, aby w Imię Boże rozpocząć wędrowanie. Niech to jednak Bracia i Siostry nie będzie samotny spacer, ale wspólny – nasz, ponieważ wszyscy jesteśmy dziećmi Jednego Boga i mamy tę samą drogę do przejścia. Ważne jest jednak, aby już na początku określić cel tej podróży: dokąd mamy iść i który kierunek drogi wybrać? Są to trudne pytania, ale wierzę w to mocno, że razem będziemy potrafili na nie znaleźć odpowiedź: odkryjemy na nowo program wyznaczający cele naszego wędrowania. Nie jesteśmy w tym sami, gdyż św. Jan Paweł II przekonuje nas, że nie musimy pisać, żadnego nowego programu czy opracowywać nowej jakości planu. Wszystko bowiem już zostało za nas zrobione! Może to teraz dziwić lub nawet szokować, ale jest to prawda.

Bracia i Siostry wszystko już mamy! Zatem odważnie mówmy do siebie słowami św. Jana Pawła II, że „Nie ulegamy bynajmniej naiwnemu przekonaniu, że można znaleźć jakąś magiczną formułę, która pozwoli rozwiązać wielkie problemy naszej epoki. Nie, nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: Ja jestem z wami! Nie trzeba zatem wyszukiwać «nowego programu». Program już istnieje: ten sam co zawsze, zawarty w Ewangelii i w żywej Tradycji. Jest on skupiony w istocie rzeczy wokół samego Chrystusa, którego mamy poznawać, kochać i naśladować, aby żyć w Nim życiem trynitarnym i z Nim przemieniać historię, aż osiągnie swą pełnię w niebiańskim Jeruzalem” (NMI, 29).

Od czasu przyjazdu do Sosnowca, budzi mnie codziennie wyjątkowy widok z okna. Na ścianie bloku przy naszej katedrze widnieje mural z napisem „sosnowy początek”. Dlaczego to taki inspirujący widok? Ponieważ cedr z dzisiejszego pierwszego czytania należy do rodziny sosnowatych. Stąd trudno nie mieć wspomnianych skojarzeń. Bóg nam obiecuje nowy początek. Rozciągając te słowa proroka na naszą codzienność – odnajduję w owej gałązce cedrowej wszystkich was – którzy wytrwaliście w wierze, pomimo wielu przeciwności, wątpliwości, a także zawstydzenia. Jesteście dzisiaj na Eucharystii, w ten sposób pokazujecie, że chcecie Chrystusa poznawać, kochać i naśladować.

Liczę na Waszą wiarę, zaangażowanie i wytrwałość oraz świadomość, że jesteście w Chrystusie ową gałązką cedrową zapowiadającą wzrost naszego lokalnego Kościoła, do którego – ufam i o to się modlę – powróci wielu poszukujących Boga i żywej wspólnoty. Budujmy wspólnie Kościół, który będzie czule otulał wszystkich zranionych, którzy często przez lata cierpią w samotności. To właśnie dzisiaj zwracam się do Was, jako ojciec i wołam: Wróć do domu! Budujmy wspólnie Kościół sprawiedliwy, który widząc grzech będzie reagował i stanie się Kościołem słuchającym a nie milczącym! Budujmy wspólnie Kościół, który nie wyklucza, ale otwiera jeszcze szerzej swoje drzwi, aby każdy mógł przez nie wejść. Budujmy na nowo, bo właśnie my jesteśmy powołani TU na taki czas jak ten.

 

„Wszystkie istoty skrzydlate zamieszkają w cieniu jego gałęzi”

Kościół bowiem jest wspólnotą ochrzczonych zwołaną przez Ducha Świętego. Boży Duch rozlewa na Kościół różnorodność swoich darów, owoców i charyzmatów. Żaden z tych przejawów łaski nie jest uprzywilejowany. Każdy jest potrzebny i wszystkie – rozeznane przez pasterzy i wspólnotę – mają służyć wzajemnej miłości oraz budowaniu jedności. Proszę Was – członków różnych wspólnot, ruchów i stowarzyszeń a także tych od lat zakorzenionych w pobożności tradycji ludowej, abyście szanowali siebie nawzajem oraz tym bardziej nigdy przeciwko sobie nie występowali. Wszyscy bowiem jesteśmy powołani do budowania naszego Kościoła i wznoszenia kolejnych jego pięter. Różnorodność form pobożności jest niezwykłym bogactwem. Nie jest przeszkodą, ale cennym darem.

„Wszystkie istoty skrzydlate”, a więc każdy duchowy Boży dar i charyzmat, czy to indywidualny czy wspólnotowy, ma prawo ubogacać nasz Kościół lokalny i stawać się radością wszystkich. Nikt nie jest lepszy. Wszyscy jesteśmy równi.

Św. Augustyn tak komentuje różnorodność i bogactwo darów oraz charyzmatów w Kościele: „Ty słyszysz Apostoła jak wylicza wszystkie owe cudowne charyzmaty i być może się smucisz, widząc, że nie masz ani jednego. Ale zauważ: jeśli kochasz jedność masz to, co ktoś w niej posiada. Usuń zazdrość, a twoim będzie to, co ja posiadam, jeśli zaś ja usuwam zazdrość, moim jest to, co ty posiadasz. I w innym miejscu Doktor Kościoła dopowiada: Wiedzcie, że macie Ducha Świętego, kiedy pozwalacie, by wasze serce otworzyło się na jedność w szczerej miłości” (św. Augustyn). To jest bardzo proste kryterium: Ducha Świętego ma ten, kto buduje jedność Kościoła.

 

„Ja jestem Pan, który poniża drzewo wysokie, który drzewo niskie wywyższa”

Kochani diecezjanie, Boże spojrzenie nas zaskakuje. Boże spojrzenie widzi inaczej, ono sięga zdecydowanie głębiej, przenikając wszystkie warstwy człowieka. Jego wzrok nie jest wzrokiem srogiego egzekutora, który będzie rozliczał i typował winnych. Jego wzrok jest wzrokiem ojca, który czeka na powrót swojego syna czy córki do domu z nadzieją, że przyjdzie i odtąd będzie wzrastał jeszcze piękniej.

Jego wzrok jest wzrokiem, który z czułością wypełnia i zabliźnia każdą powstała ranę. Nawet tę, która powstała na skutek grzechu, który doprowadza do śmierci. Grzechu bezwstydnego, gorszącego, budzącego społeczną wzgardę i zhańbienie domu, z którego się wyszło, jednocześnie pozostawiając w nim braci i siostry, którzy muszą teraz zmierzyć się z hańbą swojego brata. To wymaga wiele trudu. Bóg jednak widzi sercem. Widzi i zna każdego z nas po imieniu i wie, z jakimi trudnościami przyszło nam się zmierzyć – także w przestrzeni publicznej, medialnej.

Nasza diecezjalna wspólnota nie jest wysokim drzewem. Jest drzewem, które trwa mimo licznych wichur i huraganów. Jest drzewem mocno doświadczonym, ale także drzewem, które się nie złamało, które walczy z przeciwnościami. To drzewo ma bowiem mocny korzeń – jest nim Chrystus, który przez swoją śmierć na świętym drzewie, nie pozwali umrzeć nikomu. Dlatego możemy wszyscy razem wołać: „Panie! Nasze drzewo ma zatem nadzieję, że żadna wichura go nie złamie, bo Ty czuwasz nad nim i chcesz, by na nowo wypuściła zielone gałązki, by ożyło i przynosiło owoc obfity!”

Kościół bowiem jest Ciałem Chrystusa, żywym organizmem. Zranienie tego Ciała grzechem sprawia, że cierpi całe Ciało. Nie możemy zatem zgadzać się na żaden grzech, na żadne zgorszenie. Mamy się złu przeciwstawiać i za nie pokutować. To właśnie do tego jesteśmy powołani. Zachęcam wszystkich wiernych – świeckich i kapłanów, a przede wszystkim siebie samego – do ewangelicznego nawrócenia i praktykowania braterskiego i siostrzanego upomnienia.

Nie bójmy się reagować, budujmy kulturę odważnego przeciwstawienia się grzechowi w której ci, którzy widzą i słyszą zareagują, aby ten grzech nie rósł w siłę. W przeciwnym razie w wyniku braku reakcji – stanie się on jeszcze większym zgorszeniem.

Nie odwracajmy wzroku, nastawmy nasze uszy na słuchanie, wyjdźmy z bezczynności i obojętności, ponieważ jeśli tego nie zrobimy staniemy się ludźmi przyzwalającymi na grzech – ludźmi o których mówi się: winny! Sytuacje – zwłaszcza te grzeszne, muszą być rozwiązywane szybko, niejednokrotnie w trybie pilnym. Dzisiaj trzeba się obudzić do działania.

Bracia i siostry nie jesteśmy ludźmi przegranymi, których już skreślono! Niech naszą siłą stanie się pokora, która będzie odpowiedzią na to wszystko, co od nas nie zależy. Pokora naszego lokalnego Kościoła – wiernych świeckich i kapłanów – jest naszą szansą, ponieważ nie musimy porównywać się do innych, nie musimy niczego udowadniać. Żyjąc zanurzeni w Bożym miłosierdziu, które nas wywyższa, podnosi w górę, dowartościowuje, gdyż taka jest natura Bożego miłosierdzia – mamy świadomość kim jesteśmy. Nie jesteśmy zepchnięci na margines Kościoła w Polsce. Jesteśmy jego nadzieją. Odważnym głosem, który woła o sprawiedliwość i pragnie budować kulturę braterstwa, która słucha nawet najcichszego głosu.

Bóg wywyższy niskie drzewo, tylko wtedy kiedy jako wspólnota staniemy w prawdzie: przynosząc nasze grzechy i zranienia Panu, a przestępstwa przedstawiając wymiarowi sprawiedliwości. Jednocześnie – co istotne- zadość czyniąc skrzywdzonym oraz troszcząc się o najsłabszych, ubogich i chorych.

 

„Ziemia sama z siebie wydaje plon”

Chcemy oprzeć się na nauczaniu Kościoła, aby wspólnie iść naprzód. Papież Franciszek ukazuje nam cztery zasady kierujące budowaniem życia wspólnotowego i kościelnej jedności.

Pierwsza zasada brzmi: Czas przewyższa przestrzeń (Evangelii Gaudium, 222-225). Co to oznacza? Zasada ta uczy nas, że budowanie prawdziwej, zdrowej wspólnoty jest obliczone na dłuższy czas. Misję budowania kościelnej wspólnoty przejęliśmy bowiem od innych. Ja was wysłałem, abyście żęli to, nad czym wy się nie natrudziliście. Inni się trudzili, a wy w ich trud weszliście (J 4, 38) – tak powie Jezus do swoich uczniów. Po nas tę misję budowania wspólnoty przejmą inni. Przyjmując zasadę, że czas przewyższa przestrzeń, unikamy szaleństwa, by wszystko osiągnąć natychmiast. Dzisiaj wielu ma obsesję na punkcie oczekiwania natychmiastowych rezultatów.

Tymczasem chodzi o to, by rozpocząć proces zmian, uruchomić nowe możliwości. Tylko tak można osiągnąć wielkie cele. Być może będzie trzeba dłużej czekać na owoce. Ale „ziemia sama z siebie wydaje plon”, jeśli jesteśmy posłuszni Bożym planom i Jego Słowu. Oczywiście, prawdopodobnie jeszcze nie raz w naszej posłudze trzeba będzie zmieniać metody i formy działania, ponieważ będą się zmieniały okoliczności. Ale to nie będzie od razu oznaczać, że poprzednie były złe. Były właściwe na tym konkretnym etapie życia Kościoła. Oznacza to, że podejmowane przez nas działania powinny inicjować i wspierać dobre procesy długofalowe, które będą bardziej właściwe od działań tymczasowych i prowizorycznych.

 

„Najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie”

Kolejna zasada, której potrzebujemy, by stawać się Kościołem według zamysłu Chrystusa, mówi o tym, że rzeczywistość przewyższa ideę (por. EG, 231-233). Chodzi o to, byśmy w naszym myśleniu o parafiach, wspólnotach, nie kierowali się pomysłami, marzeniami, wizjami, które po prostu nie uwzględniają realiów naszego lokalnego Kościoła. Byśmy nie rozmijali się z faktami, z rzeczywistością, czyli jak to nazywa papież Franciszek: gimnastyki nie zastępowali kosmetyką.

Nie da się realizować idei bez uwzględniania realnej sytuacji, możliwości, zasobów personalnych oraz przyczyn i następstw. Ze źdźbła od razu ziarno nie powstanie. „Najpierw źdźbło, potem kłos, a dopiero wtedy może pojawić się pełne ziarno w kłosie”. Uwzględnianie realiów, w których żyjemy na co dzień w Kościele sprawia, że doceniamy historię naszego regionu i lokalnego Kościoła jako historię zbawienia. Rozumiemy uwarunkowania społeczne i kulturowe, pamiętamy o duchownych i osobach świeckich, zwłaszcza naszych świętych, którzy wnieśli Ewangelię w życie naszej społeczności.

Z drugiej strony, nie mamy zamiaru tworzenia nowych idei oderwanych od tego skarbca, tak jak byśmy chcieli wynaleźć Ewangelię (por. tamże). Nasze inicjatywy – przy całym szacunku do tradycji i kultury, zawsze powinny być odpowiedzią na konkret czasów i miejsca, w którym nam, uczniom Chrystusa, przychodzi dzisiaj żyć.

 

„Wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn”

Całość przewyższa część(por. EG, 234-237). Ta zasada, której potrzebujemy, aby budować odpowiedzialnie nasz lokalny Kościół, mówi o tym, abyśmy szukali takich rozwiązań, takich metod, które ostatecznie przyniosą dobro wszystkim. To jest możliwe, chociaż z pewnością nie będzie łatwe. Myśląc o naszych lokalnych, parafialnych wspólnotowych sprawach, nie możemy tracić z oczu perspektywy całościowej – myśląc o dobru całego Kościoła. Tak jak wielkie drzewo gorczycy zaprasza pod swe gałęzie różnorodność ptaków podniebnych. Bo właśnie taką wyjątkową wspólnotą jest Kościół Chrystusa.

Z perspektywy tej zasady – jak pisze papież Franciszek – modelem nie jest tu kula, gdzie każdy punkt jest tak samo oddalony od centrum i nie ma różnicy między jednym punktem a drugim. Modelem jest wielościan, w którym wszystkie elementy zachowują w nim oryginalność. Działalność duszpasterska powinna mieć tu na celu zebranie w takim wielościanie tego, co najlepsze. Włączeni tutaj mogą być wszyscy. Każdy jest tutaj cenny. „Nawet osoby, które mogą być krytykowane za swoje błędy, mają coś do zaofiarowania i nie powinno się tego zaprzepaścić” – naucza Papież Franciszek (EG, 236). Zapraszam więc do włączenia się we współpracę wzajemną wiernych świeckich oraz kapłanów, zarówno w wymiarze parafialnym i małych wspólnot, jak i w nasze ogólne działania oraz pomysły i programy, które mają na względzie dobro całej naszej diecezji.

 

„Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom”

Taka różnorodność i bogactwo darów, charyzmatów oraz posług, które odnajdujemy w Kościele, siłą rzeczy może sprawiać – i doskonale to wiemy – że przynosi pewne napięcia czy nawet konflikty. Dlatego Papież Franciszek mówi o kolejnej zasadzie pomocnej w tworzeniu komunii kościelnej – jedność przewyższa konflikt (por. EG, 226-230).

Ojciec Święty naucza, że konfliktu nie można ignorować lub ukrywać. Powinien być przyjęty. Jeśli będziemy udawać, że go nie ma, problemy tylko narosną. Konflikt ma prawo się pojawić i wtedy jest zadaniem do rozwiązania. W praktyce rozwiązaniem jest przyjęcie postawy, w której jedność między nami jest ważniejsza niż konflikt. Oczywiście że nie może być mowy o kompromisie ze złem, z grzechem, ale ważne jest jednak, by w konflikcie nie utonąć. To znaczy: by nie widzieć drugiego człowieka przez pryzmat napięć i nieporozumień, czy z perspektywy poczucia krzywdy, nieprzyjemnych emocji albo poczucia winy. Nawet jeśli są między nami nierozwiązane dotąd spory – może i zapiekłe urazy, warto teraz, nie czekając na inne okazje, szukać drogi pojednania.

Zapraszam do wzajemnego słuchania siebie, do szukania wspólnych rozwiązań i podejmowania trudu pojednania. Zwłaszcza w parafialnych wspólnotach, także między kapłanami i wiernymi świeckimi. Bez konieczności odwoływania się do kościelnych urzędów. To jest możliwe, kiedy rozumiemy papieską zasadę, że jedność przewyższa konflikt. Ten, który nas łączy – Chrystus – jest większy niż to, co nas dzieli. To On jest źródłem naszej jedności. To On stając się człowiekiem zjednoczył się z każdym z nas. To On chce na osobności wyjaśniać wszystko swoim uczniom, także te po ludzku nierozwiązywalne trudności, abyśmy jako Jego uczniowie, mogli być świadkami jedności.

 

„Dobrze jest dziękować Panu, śpiewać Twojemu imieniu, Najwyższy”

Pośród różnorakich braków i słabości, pośród grzechu i deficytów dostrzec powinniśmy ogrom dobra, jakiego doświadczamy osobiście i wspólnotowo od początków istnienia diecezji. Nie możemy nie zobaczyć Bożego obdarowania oraz świadczonego nam dobra przez ludzi. Odwiedzając Was w różnych częściach naszej diecezji, zadawałem Waszym przedstawicielom między innymi pytania o powody do radości i wdzięczności. Każdy zapytany miał swoją, często bardzo osobistą odpowiedź i komentował ją pięknym świadectwem swego życia.

Dziękujmy więc Panu Bogu za Jego promieniujące miłością ojcostwo. Dziękujmy za Matkę Jezusa, Maryję, której cudowny wizerunek z Jaworzna, w tajemnicy Nieustającej Pomocy, koronował św. Jan Paweł II – nawiedzając naszą zagłębiowską ziemię 25 lat temu. Dziękujmy za świętych patronów naszej diecezji – św. Alberta Chmielowskiego oraz św. Rafała Kalinowskiego – których beatyfikacji byłem świadkiem jako licealista na krakowskich Błoniach w 1983 roku. Osobiście im dziękuję za to, że doprowadzili mnie szczęśliwie aż dotąd.

Dziękujmy Opatrzności za dar Czcigodnej Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej, zwanej Matką Zagłębia. Ona, jak wspominał w Sosnowcu Święty Papież, z wrażliwością odkrywała cierpienie i gorycz tych, którzy nie potrafili odnaleźć swojego miejsca w ówczesnych strukturach społecznych i ekonomicznych, niosąc pomoc najbardziej potrzebującym. Program, jaki wytyczyła, jest zawsze aktualny.

Dziękujmy wreszcie za siebie nawzajem. Duchowni za wiernych, wierni za kapłanów i za osoby konsekrowane. Bądźmy wdzięczni. Wdzięczność otwiera serca i pozyskuje przyjaciół.

 

„Zasadzeni w domu Pańskim, rozkwitną na dziedzińcach naszego Boga”

Ten kolejny obraz ze świata przyrody przywołuje dzisiaj śpiewany w liturgii Psalm 92. Drzewo potrzebuje korzeni, aby móc zakwitnąć, a potem owocować. Podobnie w życiu wierzącego człowieka możliwe jest radosne rozkwitanie łaski i szczęśliwe owocowanie dobrymi czynami, gdy jest on zasadzony, zakorzeniony w domu Pańskim. Kościół jest domem, który upodobał sobie Chrystus. Jest jak cedr, którego Pan chce widzieć zielonym i wspaniałym. Jest jak drzewo gorczycy, które stawać się ma bezpiecznym miejscem schronienia i oparcia oraz ma dostarczać lekarstwa i pożywienia. Ten Kościół nie jest jednak idealny. Rozpoznajemy w obecnym czasie z bólem i przykrością, że niekoniecznie jesteśmy Kościołem, który żyje na wzór Chrystusa. Także ten Kościół domowy jest dzisiaj narażony na trudności i pokusy.

Jednak wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana. Albowiem według wiary, a nie dzięki widzeniu postępujemy (2 Kor 5, 6). Potrzebujemy dlatego większego zakorzenienia w życiu sakramentalnym, które jest źródłem nieustannie dostarczającym nam Bożej łaski.

Proszę więc wszystkich rodziców, dziadków oraz opiekunów dzieci i młodzieży o świadectwo regularnego uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii, o praktykowanie codziennej modlitwy i troskę o uczęszczanie Waszych dzieci na lekcje religii w szkole. To także powszechne, powtarzające się wołanie Waszych przedstawicieli, nie tylko kapłanów, z którymi od ponad miesiąca spotykam się w różnych częściach naszej diecezji. Macie słuszną wolę, aby wasze dzieci przyjęły święte sakramenty: pokuty i pojednania, eucharystii oraz bierzmowania. Towarzyszycie waszym dzieciom w przygotowaniach do ich przyjęcia, zgodnie z zobowiązaniem podjętym podczas ich chrztu świętego.

Proszę Was pokornie, abyście kontynuowali ten zwyczaj praktykowania wiary także po przyjęciu sakramentów przez Wasze dzieci. One tego potrzebują. Wiem, że wiele dzieci oraz młodzieży tego szczerze pragnie, ale potrzebują zachęty i przykładu swoich najbliższych. Nie ma większej radości niż szczęście własnych dzieci. Trudno tego doświadczać bez Bożej pomocy.

 

„Starajmy się Jemu podobać”

Umiłowani moi! Względy ludzkie są ważne. Ale najważniejsze jest, aby podobać się Bogu i słuchać przede wszystkim Jego. To nasz kierunek, to nasz duchowy cel: otworzyć uszy i słuchać, co dzisiaj Duch Święty mówi do naszego Kościoła, do naszej diecezji?

Nie bójmy się zaryzykować. Nie bójmy się słuchać i odważnie marzyć o naszej wspólnej diecezji. Każdy z Was jest jej częścią, dlatego każde wasze marzenie jest ważne i każde z nich widzi Bóg. Usłyszmy się nawzajem. Praktykujmy braterskie słuchanie, bo tylko tak, będziemy w stanie być nowymi architektami diecezji, pochylającymi się nad bożym projektem o nazwie Diecezja Sosnowiecka.

Na to podobanie się Bogu, przynoszące prawdziwe i głębokie szczęście -słuchając Jego Słowa oraz snując odważne marzenia o naszej diecezji- przyjmijcie pasterskie błogosławieństwo:

 

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący †Ojciec i † Syn i †Duch Święty.

Wasz biskup Artur

więcej

 

 

 

 

 

 

 

 

NABOŻEŃSTWO CZERWCOWE CZCI NAJŚWIĘTSZEJ SERCA PANA JEZUSA:

  • W dni zwykłe po Mszy Świętej wieczornej – około godz. 1830
  • W Niedzielę i Uroczystości z niedzielnym porządkiem Mszy Świętej – o godz. 1730

ZAPRASZAMY!

więcej

 

 

Stanowczy sprzeciw wobec działań MEN

Oświadczenie Dyrektorów Wydziałów Katechetycznych

 

 

 

 

 

Dyrektorzy Wydziałów Katechetycznych diecezji w Polsce obecni na konferencji pod kierownictwem Księdza Biskupa Wojciecha Osiala, Przewodniczącego Komisji Wychowania Katolickiego KEP, wyrażają stanowczy sprzeciw wobec działań Ministerstwa Edukacji Narodowej dotyczących szkolnych lekcji religii. Działania te układają się w pakiet zmian, które są jawną dyskryminacją dzieci i młodzieży uczestniczących w szkolnych lekcjach religii, ich rodziców oraz nauczycieli religii.

Dyrektorzy podkreślają, że wszelkie zmiany winny dokonywać się zawsze zgodnie z obowiązującym prawem, na drodze wzajemnego dialogu i w porozumieniu z wszystkimi Kościołami i związkami wyznaniowymi. Konieczne jest zawsze wypracowanie porozumienia strony rządowej z władzami Kościoła i związków wyznaniowych. Wynika to z zapisów w Ustawie o systemie oświaty, Konstytucji RP oraz Konkordatu. Jedynie na drodze dialogu i współpracy można właściwie troszczyć się o rozwój młodych pokoleń Polek i Polaków.

1. Formą nierówności i niesprawiedliwego traktowania uczniów i nauczycieli religii jest wprowadzana przez Ministerstwo możliwość zwiększania grup poprzez łączenie uczniów z różnych klas i poziomów edukacyjnych: do 25 osób w klasach I-III i do 30 osób w klasach IV-VIII szkół podstawowych oraz w szkołach ponadpodstawowych. Nauczanie religii w grupach większych niż w przypadku innych lekcji ma charakter dyskryminacji i nie jest podyktowane dobrem ucznia. Ministerstwo planuje łączenie klas w grupy także bez uwzględniania wieku dzieci. Sytuacja, w której uczniowie z klas IV szkoły podstawowej znajdą się na jednej lekcji z uczniami klas VIII jest sprzeczna z wszelkimi zasadami psychologicznymi, pedagogicznymi i dydaktycznymi. Narusza to prawa ucznia, godność dziecka oraz krzywdzi je w procesie edukacji.

2. Ministerstwo, pomimo licznych głosów sprzeciwu, bez żadnego porozumienia z Kościołem, podjęło decyzję, że ocena z religii od 1 września 2024 r. nie będzie wliczana do średniej ocen. W sposób rażący godzi to w podstawowe zasady dydaktyczne. Dziecko nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego jego wysiłek na lekcjach religii nie jest doceniony w ten sam sposób, jak w przypadku innych przedmiotów.

3. Zapowiadane przez Ministerstwo umieszczanie lekcji religii jedynie na początku i na końcu zajęć jest formą dyskryminacji, segregacji i nietolerancji wobec osób wierzących. Jest to krzywdzące wobec uczniów i ich rodziców. Godzi również w podstawowe prawa nauczycieli religii, określone m.in. w Karcie Nauczyciela.

4. Dyrektorzy wyrażają sprzeciw wobec planów zmniejszenia ilości lekcji religii do jednej tygodniowo. Nauczyciele religii aktywnie uczestniczą w realizacji szkolnych programów profilaktycznowychowawczych na wszystkich płaszczyznach w społeczności szkolnej. Uczą miłości bliźniego, wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka, dialogu, tolerancji, szacunku, kształtują postawy społeczne. Kształtują postawy proekologiczne, społeczne, dotyczące zdrowia fizycznego i psychicznego. Troska nauczycieli religii o rozwój emocjonalny, społeczny i duchowy przekłada się na kondycję psychofizyczną uczniów.

Organizacja lekcji religii w przestrzeni szkolnej jest wypełnieniem konstytucyjnego prawa rodziców do wychowania i nauczania religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami (art. 53, ust. 3 Konstytucji). Jest też dla rodziców ułatwieniem, gdyż często zapracowani, z wielką trudnością doprowadzaliby dzieci na zajęcia przy parafii.

Wprowadzanie zmian w organizacji lekcji religii w szkole odbywa się do tej pory bez wymaganego przez prawo porozumienia Ministerstwa ze stroną kościelną. Państwo demokratyczne powinno respektować prawa wszystkich obywateli – zarówno wierzących, jak i niewierzących.

Osoby odpowiedzialne za katechizację i szkolne nauczanie religii w Polsce proszą Rodziców i wszystkich ludzi dobrej woli o aktywne włączenie się w obronę obecności lekcji religii w polskiej szkole. Wysyłajmy do Ministerstwa nasz sprzeciw w tej sprawie na adres: kancelaria@men.gov.pl.

Dyrektorzy Wydziałów Katechetycznych Stegna, 23 maja 2024 r

więcej

 

W dniu 23 kwietnia 2024r. Papież Franciszek mianował Ks. Bpa Artura Ważnego nowym Ordynariuszem Diecezji Sosnowieckiej. Kanoniczne objecie diecezji nastąpi 8 maja 2024 r. o godz. 1600 w Bazylice Katedralnej w Sosnowcu. Do tego czasu władzę pasterską nadal sprawuje Abp Adrian Galbas. W Modlitwie Eucharystycznej imię nowego biskupa będzie wymawiane od dnia 8 maja br. Uroczysty ingres Ks. Bpa Artura Ważnego do Bazyliki Katedralnej w Sosnowcu odbędzie się 22 czerwca 2024 r.

 

 

 

 

 

 

ŻYCIORYS BP. ARTURA WAŻNEGO

Nowego Ordynariusza Diecezji Sosnowieckiej

 

https://diecezja.sosnowiec.pl/files/images/bp_Artur_Wazny.jpg

 

Urodził się 12 października 1966 roku w Rzeszowie, jako syn Stanisława i Alicji z domu Filipek. Pochodzi z Ropczyc (obecnie diecezja rzeszowska). Tam też złożył egzamin dojrzałości w Liceum Ogólnokształcącym im. Tadeusza Kościuszki w 1985 roku. W tym samym roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. Po ukończeniu studiów filozoficzno-teologicznych otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa tarnowskiego Józefa Życińskiego, w dniu 25 maja 1991 roku, w Tarnowie.

 

W ramach swojej dalszej formacji ukończył studia doktoranckie z teologii pastoralnej na kierunku teologia małżeństwa i rodziny na UKSW w Warszawie. Był dyrektorem Wydziału Duszpasterstwa Młodzieży Kurii Diecezjalnej w Tarnowie oraz założycielem i duszpasterzem akademickim DA „Tratwa” w Tarnowie oraz rektorem kościoła akademickiego św. Józefa. Pełnił też funkcję diecezjalnego duszpasterza akademickiego oraz diecezjalnego koordynatora Światowych Dni Młodzieży. Towarzyszył młodym w wielu międzynarodowych spotkaniach ŚDM: w Rzymie, Toronto, Kolonii, Sydney, Madrycie, Krakowie, Panamie i Lizbonie. Wielokrotnie brał również udział w Europejskich Spotkaniach Młodych organizowanych przez wspólnotę ekumeniczną z Taizé. Pełnił urząd proboszcza parafii pod wezwaniem NMP Królowej Polski w Tarnowie-Mościcach. Był dyrektorem Wydziału ds. Nowej Ewangelizacji Kurii Diecezjalnej w Tarnowie oraz sprawował obowiązki ojca duchownego kapłanów diecezji tarnowskiej i dyrektora Unii Apostolskiej Księży Diecezji Tarnowskiej. Pełnił także posługę diecezjalnego egzorcysty. Przez kilka lat sprawował posługę kapelana samorządowców miasta Tarnowa. 12 grudnia 2020 roku został mianowany biskupem pomocniczym diecezji tarnowskiej. Święcenia biskupie przyjął 30 stycznia 2021 r. Jego dewizą biskupią są słowa: „Patris corde” („Ojcowskim sercem”).

Jako duszpasterz młodzieży i akademicki dostrzegał konieczność głoszenia Ewangelii za pomocą nowych środków wyrazu, dlatego był członkiem zespołu redakcyjnego pisma „Winda” – tarnowskiego dodatku do tygodnika „Droga” – oraz współprowadził audycje dla młodzieży „Na strychu” w diecezjalnym radiu RDN.

 

W swojej posłudze duszpasterskiej wciąż współpracował z różnego rodzaju ruchami i stowarzyszeniami, podkreślając, że tylko głęboka jedność w myśleniu oraz działaniu między kapłanami i wiernymi świeckimi może przynieść trwałe owoce w ewangelizacji. Powołał do istnienia i przez wiele lat prowadził Szkołę Nowej Ewangelizacji św. Józefa w ramach SESA Polska, a także Stowarzyszenie Akademickie „Tratwa”. Był również m.in. diecezjalnym koordynatorem ruchu Odnowy w Duchu Świętym oraz kursów ALPHA. Zainicjował w diecezji tarnowskiej ruch Mężczyzn św. Józefa. Współtworzył Stowarzyszenie „Abraham i Sara” pomagające małżeństwom niepłodnym oraz Fundację „OPES139”, pomagającej rodzicom po stracie dziecka. Przez wiele lat był przewodniczącym Rady Fundacji „Kromka chleba”, które prowadzi w Tarnowie łaźnię i schronisko dla bezdomnych oraz hospicjum „Via Spei”. Był również członkiem Rady Fundacji im. Abpa Jerzego Ablewicza wspierającej zdolną młodzież z diecezji tarnowskiej, pochodzącą z wielodzietnych i niezamożnych rodzin.

 

W swojej posłudze wiele czasu poświęcał małżeństwom i rodzinom. Od kilkunastu lat jest zaangażowany w ruch Domowego Kościoła oraz Spotkań Małżeńskich. Jest też współzałożycielem i pierwszym duszpasterzem wspólnoty małżeństw niepłodnych w Krakowie, a także Komitetu Budowy Miejsca Pamięci Dzieci Utraconych w Tarnowie.

 

Przez kilkanaście lat uczestniczył w Ogólnopolskiej Inicjatywie Ewangelizacyjnej „Przystanek Jezus”, mającej na celu ewangelizację uczestników „Przystanku Woodstock”. Zorganizował także i prowadził pierwsze duszpasterstwo związków niesakramentalnych w diecezji tarnowskiej. Współorganizował również rekolekcje „Winnica Racheli” dla osób potrzebujących duchowego uzdrowienia po grzechu aborcji. Jest absolwentem „Szkoły dla spowiedników”. Z jego inicjatywy w diecezji tarnowskiej działa program „Od łez do łaski”, będący warsztatami terapeutycznymi dla osób, które doświadczyły przemocy, zwłaszcza seksualnej. Od kilkunastu lat współorganizuje również w Tarnowie coroczne dwudniowe Forum Formacyjne, które gromadzi kilka tysięcy uczestników. Głosi wiele rekolekcji dla kleryków i kapłanów oraz sióstr zakonnych, a także rekolekcje w Internecie. W ostatnich latach występuje jako cotygodniowy komentator Ewangelii w programie telewizyjnym dla dzieci „Ziarno”.

 

Z mało znanych faktów z życia biskupa Artura Ważnego wymienić można, że w czasach licealnych był członkiem młodzieżowego Zespołu Pieśni i Tańca „Halicz”. Swoją pracę magisterską pt. „Problematyka czasu na seminariach Nauka-Religia-Dzieje w Castel Gandolfo” napisał pod kierunkiem teologa i filozofa, laureata Nagrody Templetona, Ks. Prof. Michała Hellera. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych uczestniczył w wyjazdach misyjnych kleryków do krajów byłego ZSRR. W 2023 roku, już jako biskup pomocniczy diecezji tarnowskiej, odbył podróż misyjną do Brazylii i Boliwii. Głosił rekolekcje w wielu krajach europejskich, w Ameryce Południowej oraz w USA. Ponad dwadzieścia razy pielgrzymował pieszo w pielgrzymce z Tarnowa na Jasną Górę, w tym dwanaście razy jako organizator i przewodnik grup.

 

Jest autorem kilku książek: „Głębinowi, ale nie denni”, „Ewangelia bez taryfy ulgowej”, „Jesteś źrenicą Boga”, „Warsztat św. Józefa”, „Z Maryją poznawać Chrystusa”, „Droga dla grzeszników i świętych”, „Szczęście ma Imię i Oblicze”, „W komunii z Bogiem”, „Chrystus naszą Paschą”, „Błogosławieni czystego serca”.

 

W Konferencji Episkopatu Polski pełni funkcję Przewodniczącego Zespołu KEP ds. Nowej Ewangelizacji oraz jest członkiem Rady Biskupów ds. Duszpasterstwa Młodzieży.

23 kwietnia 2024 r., w uroczystość św. Wojciecha BM, głównego patrona Polski, papież Franciszek mianował bp. Artura Ważnego biskupem sosnowieckim.

(za: www.diecezja.tarnow.pl)

więcej

W najbliższy wtorek - 30 maja 2023 roku - będziemy przezywać Liturgiczną Uroczystość Św. Józefa Marello Biskupa - Założyciela Zgromadzenia Oblatów św. Józefa. O godz. 1800 zostanie odprawiona uroczysta Msza Święta, na zakończenie której odmówimy litanię do Św. J. Marello. W niedzielę Zesłania Ducha Świętego – 28 maja – podczas nabożeństwa majowego, rozpoczniemy Triduum przygotowujące nas do tej uroczystości.

 

 

WIZERUNEK DUCHOWY ŚW. JÓZEFA MARELLO

       Św. Józef Marello jest świętym beatyfikowanym i kanonizowanym przez Papieża Jana Pawła II. Był biskupem i Założycielem Zgromadzenia Oblatów Św. Józefa z Asti, w północnych Włoszech.

Okres historyczny

       Św. Józefa Marello żył w drugiej połowie XIX wieku. By lepiej zrozumieć osobowość i dokonania człowieka należy zwrócić uwagę na epokę, w której wzrastał, żył i działał.

       W wieku XIX Europa uzyskuje bardzo wysoki stopień swego rozwoju. U jego podstaw znajduje się niespotykany dotąd rozwój przemysłu i techniki, idący w parze z gwałtownymi przemianami społeczno - politycznymi i demograficznymi (ciekawostką jest, że ludność Europy zwiększa się ze 187 milionów w roku 1800 do 401 milionów w roku 1900. Znamienne jest także to, że olbrzymia część tego przyrostu dokonuje się w wielkich miastach, które stają się centrami europejskiego przemysłu).

       Sytuacja polityczna Europy, w tym okresie, jest bardzo niespokojna. Liberalizm stał się hasłem bardzo popularnym w środowiskach najbardziej postępowych a z drugiej strony najbardziej znienawidzony w środowiskach konserwatywnych. Liberalizm ten jest dzieckiem Oświecenia. Stanowił reakcję przeciw dawnemu porządkowi społeczno – politycznemu, istniejącemu przed Rewolucją Francuską. Przełom XVIII i XIX wieku charakteryzuje się polityczną dominacją Francji i Napoleona, mającego ochotę na podbój Europy. Kościołowi Chrystusowemu z jednej strony zagrażał będzie Gallikanizm, z drugiej Józefinizm i tzw. Kulturkampf. We Włoszech, które interesują nas najbardziej, sytuacja także jest bardzo napięta. Włochy przeżywają okres, który przez historyków jest określany jako risorgimento –odrodzenie. Coraz częściej dochodzi do ruchów rewolucyjnych, zmierzających do zjednoczenia małych księstw w jedno wielkie państwo Włoskie. Kongres Wiedeński z 1815 roku nie daje Włochom jedności narodowej. W dalszym ciągu obce dynastie panują w ich księstwach: na północy Habsburgowie, na południu Burboni. Wszelkiego rodzaju próby rewolucji zaraz dławione są przez Austrię (1820 r.; 1831r.). W 1848 roku król Sardynii Karol Albert obwołuje się Królem Włoch tzw. rewolucyjnych, ale zwyciężony przez feldmarszałka Kadetzkiego szybko ustępuje na rzecz swego syna Wiktora Emanuela II. Sytuacja ta jest o tyle ważna, że w pewien sposób będzie rzutowała na rozwój młodego Józefa Marello. W 1859 roku Piemont, gdzie urodził się Marello, i Sardynia pod berłem Wiktora Emanuela II i jego ministra Cavura zwyciężają Austrię. W 1861 roku Wiktor Emanuel przyjmuje tytuł króla zjednoczonych Włoch. Rzym jeszcze przez krótki okres jest wspomagany przez Francuzów, później drogą plebiscytu przyłączony jest do Królestwa Włoch. Pozycja geograficzna Piemontu, w którym urodził się Marello, powoduje, że w nim krzyżują się wszystkie te ruchy, które można nazwać polityczno – społeczno – gospodarcze. Rodzą się i ścierają ze sobą różne prądy, partie i ruchy: zwolennicy Mazziniego, Garibaldiego i Cavura, umiarkowani demokraci, liberałowie, masoni, klerykałowie i socjaliści. Piemont jest w pewnym sensie ogniskiem zapalnym.

       Kościół także znajduje się w bardzo trudnym położeniu.

       Można powiedzieć, że w wiek XIX Kościół Katolicki wszedł z ciężkim bagażem trudności, zagrożeń i niepewności, których coraz to nowe odcienie pojawiały się z dnia nadzień. Wzrastająca wrogość do Kościoła, chęć wyeliminowania Boga z życia ludzkiego, kult rozumu, postępująca degradacja moralności zdawały się go stawiać w tragicznej sytuacji. Mocarstwa posuwają się do tego, by z Kościoła uczynić aparat władzy. Pius VI umiera na wygnaniu, a jego następca Pius VII, po chwilowym sukcesie także trafia do niewoli ( po 4 latach wraca na tron papieski). Kościoły lokalne są atakowane przez masonów, socjalistów i liberałów. Biskup Asti, gdzie wychowywał się Marello, nie wytrzymał psychicznie zorganizowanej na siebie nagonki i wyjechał. Diecezja była przez 10 lat bez biskupa. Sam Kościół przeżywa na swoim podwórku duże podziały, błędy – jak choćby jansenizm, zbytni racjonalizm, liberalizm i materializm, który przenika nawet za ściany seminariów, szkół i kolegiów katolickich (między innymi właśnie świadectwo życia księży – podziały, zatargi między sobą - jest powodem, że młody kleryk Marello rezygnuje z seminarium). Poszczególne diecezje, jak piszą historycy Kościoła, nie współpracowały między sobą, brakowało im jasnych i pewnych kierunków działania. Są jednak wielkie osobowości tamtego okresu, które idąc pod prąd dają świadectwo wiary na trudnej ziemi Piemonckiej. Do nich należą między innymi: Św. Jan Bosko, Św. Leonardo Murialdo, Św. Franciszek Faa di Bruno, Św. Józef Cottolengo, Św. Józef Cafasso. Na tej burzliwej scenie pojawia się także Papież Pius IX, i jego szlachetne, zrodzone z cierpienia dzieło. Był papieżem bardzo atakowanym przez skrajny antyklerykalizm. Jego pontyfikat znaczą takie wydarzenia jak: dogmat o Niepokalanym Poczęciu NMP z 8 grudnia 1854; W 1864 roku, w zebranych w 80 propozycjach, odważnie występuje przeciw poważnym i niebezpiecznym błędom, dotyczącym wiary i rozumu, Kościoła i Państwa, Prawa i Społeczeństwa. 29 czerwca 1869 roku zwołuje Powszechny Sobór Watykański I. Otwiera go 8 grudnia 1869 r. 13 lipca 1870 roku ogłasza dogmat o Nieomylności Papieża w sprawach wiary i moralności. Mniej więcej w takim klimacie przychodzi żyć Józefowi Marello.

Krótki życiorys

       Św. Józef Marello urodził się 26 grudnia 1844 roku w Turynie. Tego samego dnia zostaje ochrzczony i otrzymuje imię Świętego, który później stał się wzorem i natchnieniem całego jego życia. Rodzina jego pochodziła z San Martino Alfieri, pogodnej wioski astyjskiej, położonej na wzgórzu, blisko rzeki Tanaro. Po śmieci Matki, a ma wtedy 4 lata, tutaj właśnie spędzi swe dzieciństwo wraz ze swoim młodszym o 3 lata bratem. Tutaj rozpocznie się jego powołanie. Śmierć Matki bardzo mocno wpłynie na jego pobożność Maryjną. Sam później wyzna, że są razem z bratem szczęściarzami, bo ich ziemska matka wpoiła im miłość do Matki Niebieskiej: „Już w dzieciństwie jeszcze zanim poznaliśmy tajemnicę Eucharystii, uczono nas nabożeństwa do Matki Bożej: jestem szczęśliwy, że zostaliśmy tak wychowani”. Stąd Maryja razem ze Św. Józefem będą po Bogu najważniejszymi osobami w jego życiu. Jako mały chłopiec układa modlitwę, która zachowała się do dzisiaj: „Do twych najświętszych stóp padamy Maryjo, nazywamy Cię prawdziwą Matką Boga, teraz i na wieki obierając Cię naszą Matką Niebieską”.

       Opisując jego dzieciństwo i młodość liczni biografowie ukazują go jako człowieka posłusznego, rozważnego, chętnie uczącego się i pobożnego, podkreślając jednocześnie, że był normalnym chłopcem, który lubił pograć w piłkę, czy też inne formy zabawy. Był na tyle odpowiedzialny i na swój wiek dojrzały, posiadając przy tym już trochę wiedzy religijnej, że proboszcz powierza mu prowadzenie katechezy dla jego rówieśników – uczy ich po prostu katechizmu. W wieku dwunastu lat ojciec zabrał go na wycieczkę do Savony, nad morze, do Sanktuarium Matki Bożej Miłosierdzia. Jest to znamienne wydarzenie, gdyż przed jej wizerunkiem gorąco się modlił, a zaraz po powrocie do domu poszedł do ojca i powiedział mu, że chce iść do seminarium. Czterdzieści lat później tam, w Savonie, w apartamentach, gdzie był więziony przez Napoleona Papież Pius VII, będzie umierał. Savona więc będzie niejako z Opatrzności Bożej wpisana w jego życie.

       Młody seminarzysta Marello od początku zaczyna wyróżniać się w nauce i pracy. Jest przez wszystkich lubiany. Koledzy później będą wspominali, że przełożeni stawiali go za wzór. Jednak sielanka seminarium nie trwa zbyt długo. Marello wchodzi w stan duszy, który określa się jako kryzys, czy też próba powołania. Wiosną 1859 roku wybucha wojna między Piemontem i Austrią. Seminaria zostają zamknięte, a budynki zamienione na szpitale i koszary wojskowe. Seminarzyści zostają wysłani do domów rodzinnych lub też zamieszkują na stancjach, przy znajomych rodzinach. Marello zatrzymuje się u jednej ze znajomych rodzin w Asti. Dalej uczęszcza na wykłady, które odbywają się w miejscowej Kurii. Przeżywa jednak wewnętrzny kryzys, do którego dokłada się zły przykład lokalnego kleru, między którym dochodzi do wielu zatargów, o których Marello co rusz słyszy. Taka sytuacja sprzyja, że kryzys powołania kieruje jego uwagę na popularną już politykę i socjalne sprawy społeczeństwa – Marello marzy, aby coś wymiernego uczynić dla ludzi, i w ten sposób poprawić ich byt. Wzrasta także jego zainteresowanie filozofią. Prawdopodobnie ojciec, który nie ukrywał nigdy, że jego pragnieniem było, by syn poszedł w jego ślady i przejął po nim przedsiębiorstwo handlowe, widząc jego kryzys duchowy, z zadowoleniem przyjmuje wiadomość, że syn chce opuścić seminarium. Marello odchodzi z seminarium i zaczyna studia najpierw handlowe a później techniczne – chce zostać geometrą. Jednocześnie daje się zafascynować prądom rewolucyjnym, mającym pomóc - jak mu się wydaje - ludziom najuboższym. Jednak bardzo szybko zorientuje się - jak sam później wyzna - że w tym świecie, który go zafascynował, w tych wszystkich projektach mających uzdrowić ludzkość nie było miejsca dla Boga. I to go przeraziło. Nie znajduje już dla siebie miejsca w tak rozwijającym się świecie. Wydaje się, że wraz z opuszczeniem seminarium, kryzys Józefa nie tylko się nie skończył ale wręcz pogłębił. Teraz już naprawdę nie wie co ze sobą zrobić. W Bożym świecie nie ma jednak przypadków i wszystko po coś się wydarza. Tak wewnętrznie rozdartego Marello dopada bardzo poważna - by nie rzec śmiertelna – choroba. Zapada na tyfus i praktycznie umiera. Wtedy ma miejsce wyjątkowe doświadczenie w jego życiu - we śnie widzi Maryję, która mówi mu, że wyzdrowieje, jeśli wróci na drogę kapłańską. Marello składa obietnicę: jeśli wrócę do zdrowia wrócę do seminarium. I tak się dzieje. Następuje zwrot najpierw w przebiegu choroby a następnie w jego życiu. Po podjętej decyzji o powrocie so seminarium bardzo szybko i cudownie wraca do zdrowia. Po miesiącu jest już na nowo klerykiem. Wszyscy traktują to jako cud.

       We wrześniu 1868 roku przyjmuje święcenia kapłańskie. Po święceniach zostaje sekretarzem biskupa Asti Carlo Savio. Jest jednocześnie jego spowiednikiem. Wraz z biskupem uczestniczy w Soborze Watykańskim I. Na Soborze poznaje przyszłego papieża Leona XIII, który później ustanowi go biskupem Aqui, mówiąc, że Marello jest perłą wśród duchowieństwa. Jest zafascynowany Kościołem – Kościołem zjednoczonym pod jedynym Pasterskim przewodnictwem Papieża. Jedność każdego kapłana z Papieżem uważa za kluczową i niepodlegającą dyskusji. Jest to posłuszeństwo samemu Chrystusowi.  

       Pomimo wielkich pragnień Józef Marello nigdy nie pracował na parafii jako wikariusz, czy proboszcz. Wiele razy wyrażał świętą zazdrość swoim współbraciom kapłanom, którzy pracowali w duszpasterstwie parafialnym. Tą sytuację przyjmował jako cząstkę swej ofiary swego „krzyża”. W pewnym momencie życia zapragnął wstąpić do Trapistów, by całkowicie oddać się modlitwie. Od tego zamiaru odwodzi go biskup Savio, mówiąc mu, że Bóg żąda od niego czegoś innego. Marello szybko zorientował się, że może Bóg od niego chce, by ożywił życie zakonne w Piemoncie – życie zakonne tak bardzo niszczone przez nowe prądy. W 1878 roku daje początek nowemu Zgromadzeniu Zakonnemu – Oblatom św. Józefa. Stawia przed nimi zasadniczy cel: mają być zakonnikami. Później wyznacza im zadanie apostolskie: mają ewangelizować i uczyć katechizmu.

       Z wielu obowiązków jakie, spełniał Marello należy wspomnieć, że będąc już księdzem był dyrektorem sierocińca i przytułku dla ubogich. Spowiednikiem w katedrze i Seminarium. Kanonikiem Kapituły w Asti, a później Archidiakonem.

       W 1889 roku zostaje biskupem Aqui – sąsiedniej diecezji. Podczas pasterzowania diecezją przez 6 lat zwizytuje każdą parafię – nawet tą najmniejszą. Umiera 30 maja 1895 roku w Savonie, w apartamentach, gdzie więziony był Papież Pius VII.

       W 1993 roku został beatyfikowany, a w 2001 roku kanonizowany przez Jana Pawła II.

Józef Marello jako kapłan.

       Trzeba zaznaczyć, że Józef Marello mimo spełnianych funkcji i urzędów, przede wszystkim był kapłanem posłanym do ludzi. Bardzo ubolewał, że po święceniach kapłańskich wszyscy jego współbracia kapłani zostali nominowani do pracy duszpasterskiej na parafiach a on, jak to określił, „pozostał za biurkiem”.

       Pierwszym rysem jego duchowości kapłańskiej jest to, że kapłan musi być jak Chrystus. Nie może być inny. Już jako kleryk w swej regule życia napisał: Biada klerykowi, który przypuszcza, że dostąpi stanu kapłańskiego bez ducha Jezusa Chrystusa. Później będzie to wielokrotnie powtarzał i swoim Oblatom i klerykom swego seminarium w Aqui. Prawdziwym „ratio” dla kleryka, słuszną pedagogią i podstawową ascetyką jest „duch Chrystusowy. Kapłan ukształtowany w duchu Chrystusa powinien być czysty, doskonały i wykształcony. Stąd Marello już w seminarium starał się żyć w jak największej jedności z Chrystusem, gdyż siła kapłana tkwi w jego zjednoczeniu z Chrystusem. Dar kapłaństwa wzbudzał w nim ogromny entuzjazm. Pisał: My klerycy, przywróćmy piękne stare czasy, kiedy kapłaństwo budziło cześć i uwielbienie wśród ludu swą żywą wiarą i głębokim miłosierdziem. Lub też: Chrystus w naszych sercach jest współczynnikiem nieskończoności. A my, biedne liczby zbliżone do zera, możemy mnożyć się stopniowo aż do wielkości liczb nieskończonych.

       Kapłan, którego widzi Marello musi być przygotowany pod każdy względem: kulturalnym, duchowym i intelektualnym. W skrócie o tym powie, że Ewangelię kapłan musi głosić życiem. Dewizą kapłana powinno być: Praca w czystości intencji, modlitwa pełna ufności i wytrwałości, całkowita zgodność z wolą Bożą: oto dewiza prawdziwych sług Pana. Uczyć, poznawać, kochać i wprowadzać w życie naukę Jezusa Chrystusa. Bronią w ręku kapłana jest duch ofiary: Odwagi! Odwagi! Biada nam, jeśli staniemy się bezbronni. Uzbrójmy się i to prędko: modlitwa, dystans do spraw przyziemnych, gorliwość w głoszeniu chwały Boga, pragnienie sprawiedliwości, działanie dla odkupienia dusz, duch poświęcenia, pokory i pokuty, oto nasza broń, którą musimy zdobyć, skupiając się wokół naszego sztandaru, gotowi na wezwanie.

        Kapłaństwo jest tak wielkim skarbem, że Marello rezygnuje z wakacji poprzedzających święcenia, zostaje w seminarium, by jak najlepiej przygotować się do niego. Przed święceniami pisał: O jakże biedni jesteśmy, którzy wielkimi krokami zbliżamy się do strasznego dnia naszego wyświęcenia! Dusza kapłana jest czymś wielkim w obliczu świata, aniołów i samego Boga.

        Eucharystia dla Marello jest centrum życia. Każda Msza św. była dla niego autentycznym Zmartwychwstaniem. W parafiach diecezji Aqui pozostało na długo w żywej pamięci wspomnienie jak ich biskup celebrował Mszę Św. Był to zawsze najważniejszy element wizyty duszpasterskiej. Księża, którzy gościli biskupa w swych parafiach z zawstydzeniem mówili, że .... była to dla nas kapłanów prawdziwa lekcja liturgii i skromności, obserwować jak On celebrował Eucharystię. Tak silnie utożsamiał się z ofiarą eucharystyczną. Niektórzy mówili wręcz, że Msza św. celebrowana przez Marello sama już jest kazaniem. Choć były dość długie to jednak podbijały serca wiernych.

       Kapłan musi w każdej chwili obcować z Chrystusem – to klucz jego duchowości. I na pewno na pierwszym miejscu jest Eucharystia. Drugie to modlitwa przed Najświętszym Sakramentem. Znamienny jest fakt, że klerycy podglądali Go w katedrze jak długi czas modlił się klęcząc przed tabernakulum. Mówili, że on naprawdę rozmawia z Bogiem.

       Kapłan, mimo swej wielkiej godność, musi jednak pamiętać o pokorze. Hierarchię jego zaangażowania w pracy Marello wyznacza w słowach: Pokochaj pracę skromną, ukrytą, o którą nikt się nie troszczy, za którą nikt nie podziękuje, która błyszczy jednak we tajemnicy przed obliczem Boga samego. Tę dewizę rozciąga na całe życie, nie tylko kapłana, ale i zakonnika. Wzorem jest Św. Józef, o którym świat nie wiele wiedział, a który w swych ramionach trzymał Syna Bożego i pierwszy troszczył się o Niego. Tak jak Św. Józef troszczył się o Chrystusa tak każdy kapłan powinien troszczyć się o Kościół, który jest umiłowaną oblubienicą Chrystusa i jednocześnie Chrystusem. Św. Józef obok Maryi zajmuje szczególne miejsce w jego życiu. W nim upatruje wzór dla kapłana, gdy chodzi o to całkowite zawierzenie, zaufanie Bogu, pokorę, cichość, posłuszeństwo – nawet w obliczu spraw, których się nie rozumie, a także gdy chodzi o to intymne, bliskie obcowanie z Jezusem i Maryją w spełnianiu wielkich dzieł Bożych. Dlatego między innymi patronem zgromadzenia zakonnego, które powołał do istnienia jest Św. Józef. Ze św. Józefem będzie się też wiązała wielka ufność w Opatrzność Bożą. Św. Józef Marello nieustannie powtarzał, że Bóg w swej opatrzności, w odpowiednim momencie wskaże, co należy czynić. A w odniesieniu do Św. Józefa nie raz powtarzał w trudnościach, że Św. Józef z pewnością o wszystko się zatroszczy.

       Według Św. Józefa Marello każdy kapłan z zasady jest katechetą. Musi głosić Chrystusa swoim życiem. Przede wszystkim trzeba zatroszczyć się o młodzież, która jest najbiedniejsza, bo pozostawiona sama sobie, opuszczona, zdana tylko na siebie a potem niesłusznie oskarżana.  W tej służbie powinien wykorzystywać wszelkie godziwe środki, którymi świat się posługuje. I tak pisze o poczcie, która co dopiero zaczęła funkcjonować, że jest wspaniałą sprawą! Łączy nas ona duchowo z najdroższymi nam osobami. Umożliwia nam przeżywanie wspaniałych godzin.; daje nam możliwość swobodnego wypowiadania się, przesyłania słodkich słów przyjaźni; jest środkiem przekazu wszelkich uczuć, wszelkich drgań naszego serca. Posługujmy się więc tą Bożą posłanką, jaką jest poczta; posługujmy się nią, by komunikować sobie wzajemnie radości i troski, aby śmiać się i płakać razem, aby wspólnie przezywać nadzieje i niepokoje, aby utwierdzać się, wzajemnie dodając sobie otuchy na trudnej ścieżce cnoty. Z takim samym entuzjazmem podchodził do czasopism, w których upatrywał wspaniałe narzędzia ewangelizacji.

       Całkowite oddanie się Bogu - aż do ofiary z własnego życia włącznie - stanowi najważniejszy rys duchowości Św. Józefa Marello jako kapłana. W tym oddaniu zawiera się to wszystko, co o Marello zostało tutaj napisane. Znamiennym potwierdzeniem tej tezy są okoliczności jego śmierci. Z końcem maja 1989 roku Biskup Józef Marello został zaproszony na uroczystości 300 - lecia śmierci Św. Filipa Nereusza do Savony. Ponieważ od dłuższego czasu stan jego zdrowia się pogarszał i czuł się bardzo źle wielu mu ten wyjazd odradzało. Kiedy prosili go wręcz, by odmówił miał odpowiedzieć: Jeśli trzeba jechać do Savony to pojedziemy; jeśli trzeba umrzeć w Savonie to umrzemy. Pojechał i faktycznie tam umarł, dokonując szczególnego aktu ofiary. Umierając bowiem bardzo świadomie złożył Panu swoje życie w zamian za księży swej diecezji, za kleryków i Oblatów. Bóg przyjął jego ofiarę. Zmarł 30 maja 1889 r. w Savonie.

Ks. Stanisław Kozik OSJ

Na podstawie: Giovanni Galliano: Un testiomone del suo tempo, Edizioni Josef, Roma, 1989 oraz Paolo Risso: Nazywali Go Ojcem, Warszawa, 2002r.

więcej

ŚWIĘTY JAN PAWEŁ WIELKI

Stanowisko Konferencji Episkopatu Polski

W ostatnich dniach mamy do czynienia z bezprecedensowym atakiem na osobę i wizerunek Św. Jana Pawła II. Dzieje się to w Ojczyźnie Papieża, który jak nikt inny rozsławił imię Polski na całym świecie. „Papież Jan Paweł II – pisał burmistrz Rzymu z okazji jego beatyfikacji – zostawił niezatarty znak na historii chrześcijaństwa oraz na historii narodów Europy i całego świata. Ojciec Święty Wojtyła stał się symbolem, przewodnikiem, zarówno dla osób wierzących, jak i niewierzących. Był Papieżem, którego wkład okazał się decydujący dla obalenia komunizmu oraz tych wszystkich doktryn, które zmierzały do przekreślenia wszelkiej godności i wolności istoty ludzkiej. Liczne narody odnalazły w nim pokłady ogromnej siły, zdolnej do przekazywania piękna wiary i wartości z nią związanych.

 

Papież Franciszek z okazji kanonizacji przypomniał, że Karol Wojtyła zanim wyruszył, by przemierzać drogi świata, dorastał do służby Chrystusowi i Kościołowi w swojej Ojczyźnie, w Polsce. Dziękuję narodowi polskiemu i Kościołowi w Polsce za dar Jana Pawła II – powiedział Franciszek i podkreślił, że Papież Polak nadal inspiruje nas poprzez słowa, pisma, gesty, styl posługi, cierpienie przeżywane z heroiczną nadzieją. Inspiruje nas jego całkowite powierzenie się Chrystusowi, Odkupicielowi człowieka i Matce Bożej.

 

Święty Jan Paweł II to jeden z największych rodaków w naszych dziejach. Jest także ojcem naszej wolności. Szedł przed nami jak Mojżesz – wyprowadził z domu niewoli, przeprowadził przez Morze Czerwone i przypomniał nam tablice Bożych przykazań. Stanął w szeregu wielkich proroków, potężnych w słowie i czynie. Wskazywał drogę, chronił przed niebezpieczeństwem, przestrzegał przed uwikłaniem w ciernie zła i grzechu. Brał nas na swoje ramiona i z miłością odnosił do Chrystusowej owczarni.

 

Poeta i myśliciel - cenił i kochał polską kulturę, historię i tradycję. Wielki i wymagający nauczyciel zatroskany był o dziedzictwo, któremu na imię Polska. On z tego dziedzictwa się wywodził, w nim się wychowywał i wzrastał, ono go ukształtowało. Był z tego dziedzictwa dumny i nie wstydził się tego wyznać przed światem. A jednocześnie był tego świata pierwszym obywatelem, szedł do wszystkich narodów. Okazywał szacunek dla każdej kultury, historii i tradycji. Apelował o duchową jedność Europy, przypominał jej chrześcijańskie korzenie, z których wyrasta nasza kultura i cywilizacja. Jego pielgrzymki do Ojczyzny były wielkimi rekolekcjami dla narodu, milowymi kamieniami naszej historii, tchnieniem Ducha Świętego w sumienia umęczonych i zdezorientowanych rodaków. Wypowiadał słowa mające sprawczą moc, zdolne pchnąć historię kraju i losy ludzi na nowe tory:  „Niech zstąpi Duch Twój”, „Pokój Tobie Polsko, Ojczyzno moja!” „Każdy powinien mieć swoje Westerplatte!” „Nie lękajcie się być świętymi!” „Miejcie wyobraźnię miłosierdzia!”. Jego papieskie przepowiadanie, apostolskie wizyty, a także wysiłki dyplomatyczne przyczyniły się do wzrostu duchowego milionów ludzi na całym świecie. Dla nich Papież Polak był i pozostaje moralnym punktem odniesienia, nauczycielem wiary, a także orędownikiem w niebie. Wobec podejmowanych ostatnio na szeroką skalę prób zdyskredytowania osoby i dzieła św. Jana Pawła II, raz jeszcze apelujemy do wszystkich o uszanowanie pamięci jednego z najwybitniejszych naszych rodaków. Przeprowadzony proces kanonizacyjny, a w tym, dogłębna, naukowa analiza historyczna, nie pozostawia wątpliwości odnośnie do świętości Jana Pawła II.

 

Czy pozwolimy odebrać sobie ten skarb na podstawie dziennikarskiego omówienia materiałów, wytworzonych przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa? Zostało ono dokonane z pominięciem warsztatu naukowego, w sposób stronniczy, często ahistoryczny, bez znajomości kontekstu, innych istniejących dokumentów, raportów czy opracowań. Materiały SB ukazują przede wszystkim skalę inwigilacji osoby kardynała Karola Wojtyły. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której wstydzić się i tłumaczyć musieliby ci, którzy sprzeciwiali się komunistycznej dyktaturze, a nie ci, którzy inwigilowali obywateli, pisali donosy, współpracowali z komunistycznym reżimem, prześladowali wierzących i łamali ludzkie sumienia.

 

Orzeczenie Kościoła o świętości człowieka nie jest wydawane na podstawie jego pojedynczych decyzji lub ich braku. Bierze się pod uwagę całość życia i działalności oraz zrodzone z nich owoce. Jako papież, św. Jan Paweł II, zaliczył krzywdę wyrządzaną dziecku w sferze seksualnej do najcięższych przestępstw. Zobowiązał wszystkie episkopaty świata do wprowadzenia szczegółowych norm postępowania w takich przypadkach. Wierni jego wskazaniom, podejmujemy dzisiaj troskę o bezpieczeństwo młodych w strukturach kościelnych. Czujemy się zobowiązani, aby wszystkich zranionych poprzez ludzi Kościoła wysłuchać i przyjść im z konkretną pomocą. Dziękujemy wszystkim, którzy z wielką odwagą i stanowczością bronią dobrego imienia Świętego Jana Pawła II.

 

Apelujemy, aby nie wykorzystywać osoby Papieża Polaka do celów bieżącej polityki. Zachęcamy do modlitwy za wstawiennictwem Świętego Jana Pawła II za naszą wspólnotę kościelną i narodową. Nie pozwólmy odebrać sobie poczucia dumy i radości z przynależności do Chrystusowego Kościoła. Nie dajmy się podzielić, brońmy wspólnie naszych najcenniejszych wartości.

 

Podpisali Biskupi zebrani na 394. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski - Warszawa, 14 marca 2023 roku.      

więcej

Kard. Joseph Ratzinger – Papież Benedykt XVI

Fragment książki: Wprowadzenie w Chrześcijaństwo.

Artykuł wiary: Zstąpił do piekieł!

 

Może żaden artykuł wiary nie jest nam dziś tak obcy jak ten właśnie. Obok wiary w narodzenie Jezusa z Marii Dziewicy i artykułu o wniebowstąpieniu artykuł ten najbardziej prowokuje do demitologizacji, gdyż wydaje się, że można jej dokonać bezpiecznie, nie wywołując zgorszenia. Nieliczne ustępy, w których Pismo św. -jak się wydaje - o tym mówi (1 P 3, 19 n.; 4, 6; Ef 4, 9; Rz 10, 7; Mt 12,40; Ap 2,27, 31), tak trudno zrozumieć, że można je rozmaicie tłumaczyć. Jeżeli więc pominiemy te teksty, wydaje się, że szczęśliwie pozbyliśmy się dziwnego i naszemu sposobowi myślenia nie odpowiadającego tematu, bez poczucia, iż sprzeniewierzyliśmy się tekstowi. Ale czy przez to zyskaliśmy cokolwiek? Czy też tylko może uniknęliśmy trudnego i ciemnego punktu rzeczywistości?

 

Można rozprawiać się z problemami albo po prostu im zaprzeczając, albo zajmując wobec nich jakąś postawę. Pierwszy sposób jest wygodniejszy, ale tylko drugi może nas prowadzić dalej. Czybyśmy więc zamiast usuwać ten problem, nie powinni uznać, że ten artykuł wiary, któremu w ciągu roku kościelnego poświęcona jest liturgicznie Wielka Sobota, jest nam bardzo bliski, a nawet jest doświadczeniem naszego stulecia? W Wielki Piątek patrzymy zawsze na Ukrzyżowanego, Wielka Sobota zaś to dzień "śmierci Boga", dzień, który wyraża niesłychane doświadczenie naszych czasów, przyjmując, że Bóg po prostu jest nieobecny, że kryje Go grób, że już się nie obudzi, nie przemówi a nawet nie będzie Mu się można sprzeciwiać, tak że po prostu można Go pominąć. "Bóg umarł i myśmy Go zabili". Te słowa Nietzschego należą językowo do tradycji chrześcijańskiego nabożeństwa Męki Pańskiej; wyrażają one treść Wielkiej Soboty, że "zstąpił do piekieł".

 

W związku z tym artykułem wiary przychodzą mi zawsze na myśl dwie sceny z Biblii. Najpierw to okrutne opowiadanie ze Starego Testamentu, w którym Eliasz wzywa kapłanów Baala, by wyprosili u swego boga ogień do złożenia ofiary. Kapłani czynią to, ale oczywiście nic się nie dzieje. Eliasz szydzi z nich; podobnie jak niewierzący szydzi i wyśmiewa się z człowieka pobożnego, jeżeli modlitwy jego nie zostają wysłuchane. Woła do nich, że może nie dość głośno się modlą: "wołajcie głośniej, bo to bóg! więc może rozmawia albo jest zajęty, albo udaje się w drogę. Może on śpi, więc niech się obudzi" (3 Krl 18-27). Gdy się czyta o tym wyszydzaniu wyznawców Baala, wydaje nam się to niesamowite, mamy wrażenie, że to my teraz jesteśmy w tej sytuacji i do nas się stosuje to szyderstwo. Wydaje się, że żadne wołanie nie zdoła obudzić Boga. Wydaje nam się, że racjonalista najspokojniej może nam powiedzieć: módlcie się głośniej, to może wasz Bóg się obudzi. "Zstąpił do piekieł" - jakże to jest prawdziwie nasza godzina, zstąpienie Boga w ciemność milczenia, w nieobecność.

 

Ale obok historii z Eliaszem i analogicznego do niej nowotestamentalnego opowiadania o zaśnięciu Chrystusa Pana podczas burzy na jeziorze (Mk 4, 35-41) przychodzi tu także na myśl opowiadanie o uczniach idących do Emaus (Łk 24,13-35). Zasmuceni uczniowie rozmawiają o swych zawiedzionych nadziejach. Dla nich to jakby śmierć Boga. W chwili, w której się wydawało, że wreszcie Bóg przemówił - Bóg zamilkł. Ten, którego Bóg zesłał, nie żyje, otacza ich zupełna pustka. Nie ma już żadnej odpowiedzi. Ale gdy tak rozmawiają o straconych nadziejach i nie są już w stanie dojrzeć Boga, nie dostrzegają, że ta nadzieja znajduje się wśród nich. Nie widzą, iż "Bóg" albo raczej ten obraz, który sobie na podstawie Jego obietnic utworzyli, musiał umrzeć, aby przez to mógł trwać. Obraz, który sobie utworzyli o Bogu, w jaki chcieli Go wtłoczyć, musiał zostać zniszczony, aby mogli znowu dojrzeć niebo nad gruzami zniszczonego domu i ujrzeć Jego nieskończoną wielkość. Eichendorff wypowiedział to w romantycznym wierszu, właściwym jego epoce: To Ty, co my wznosimy, łagodnie burzysz nam, Lecz, że w niebo patrzymy, przeto nie skarżę się sam.

 

Tak więc artykuł o zstąpieniu Chrystusa Pana do piekieł przypomina nam, że do chrześcijańskiego objawienia należy nie tylko to, co Bóg mówi, ale i Jego milczenie. Bóg jest nie tylko Słowem, które możemy zrozumieć, które do nas przychodzi, ale jest On także tym utajonym, niedostępnym, a niezrozumiałym podłożem, które się kryje przed naszym wzrokiem. Oczywiście, istnieje w chrześcijaństwie prymat Logosu, Słowa, przed milczeniem. Bóg przemówił. Bóg jest Słowem. Ale mimo to nie należy zapominać prawdy o ciągłym ukryciu Boga. I tylko wtedy, gdy doświadczymy Jego milczenia, możemy ufać, że usłyszymy także Jego słowa, które głosi w milczeniu. Chrystologia sięga poza krzyż, poza możność pochwycenia miłości Boga, sięga aż poza śmierć, aż po milczenie i ciemność Bożą. Nie należy więc się dziwić, że Kościół, a także poszczególni ludzie zawsze przechodzą przez tę godzinę milczenia, że zostają wprowadzeni w zapomniany i zaniedbany artykuł o "zstąpieniu do piekieł".

 

Gdy to rozważamy, otrzymujemy odpowiedź na pytanie o dowody z Pisma. Co najmniej w przedśmiertnym okrzyku Jezusa: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!" (Mk 15, 34), widzimy jakby w świetle błyskawicy, wśród ciemnej nocy, tajemnicę zstąpienia Jezusa do piekieł. Nie zapominajmy jednak, że te słowa Ukrzyżowanego stanowią pierwszy wiersz modlitwy Izraela (Ps 22 [21], 2), który w sposób wstrząsający streszcza nieszczęścia i nadzieje tego ludu wybranego przez Boga, a pozornie tak zupełnie przezeń opuszczonego. Modlitwa ta z głębokiej ciemności opuszczenia przez Boga przechodzi w końcu w uwielbienie wielkości Boga. Okazuje się to także w śmiertelnym okrzyku Jezusa. Ernst Kasemann określił niedawno tę modlitwę jako modlitwę z głębi piekieł, jako oznajmienie pierwszego przykazania na pustyni przez nieobecnego pozornie Boga: "Syn trzyma się jeszcze wiary, gdy wydaje się, że wiara nie ma żadnego sensu, gdy ziemska rzeczywistość przeczy obecności Boga, o czym nie na próżno mówił pierwszy łotr i szydercze tłumy. Okrzyk Jego nie odnosi się ani do życia i przeżycia, ani do siebie samego, tylko do Ojca, przeciwstawia się rzeczywistości całego świata". Nie trzeba więc pytać, jaką ma być nasza modlitwa uwielbienia w godzinie ciemności. Czy może być czymś innym niż okrzykiem z głębokości w łączności z Chrystusem Panem, który zstąpił do piekieł i zaświadczył o bliskości Boga wśród opuszczenia przez Boga?

 

Spróbujmy dalej rozważać tę wielowarstwową tajemnicę. Nie można jej wyjaśnić z jednej tylko strony. Przypatrzmy się przede wszystkim twierdzeniom egzegezy. Dowiadujemy się, że w naszym artykule wiary wyraz piekła" jest tylko fałszywym tłumaczeniem wyrazu szeol (grecki Hades), który po hebrajsku oznacza stan pośmiertny; stan ten można sobie niejasno wyobrazić jako istnienie na sposób cienia, raczej niebyt niż byt. Pierwotnie zatem zdanie to miało wyrażać, że Jezus zstąpił do Szeolu, czyli umarł. Może jest to słuszne. Ale pozostaje jeszcze pytanie, czy przez to sprawa stała się prostsza i mniej tajemnicza. Myślę, że teraz dopiero otwiera się problem, czym właściwie jest śmierć i co się dzieje, gdy ktoś umiera, to znaczy, gdy poddaje się losowi śmierci. Musimy przyznać, że wszyscy jesteśmy tym pytaniem zakłopotani. Nikt tego naprawdę nie wie, gdyż wszyscy żyjemy po tej stronie życia i nie możemy śmierci doświadczyć. Ale może byśmy się trochę przybliżyli do prawdy, wychodząc jeszcze raz od okrzyku Jezusa na krzyżu, który, jak widzieliśmy, wyrażał istotę tego, co oznacza zstąpienie Jezusa do piekieł i Jego uczestnictwo w losie człowieka podlegającego śmierci. W tej ostatniej modlitwie Jezusa okazuje się, podobnie jak w modlitwie na Górze Oliwnej, że największym cierpieniem w Jego męce nie było cierpienie fizyczne, tylko niezgłębiona samotność, zupełne opuszczenie. Ukazuje się tu bezdenna samotność człowieka, człowieka, który w głębi swego ja jest zupełnie samotny. Samotność ta, choć ukryta, jest naprawdę jego sytuacją, oznacza również głęboki sprzeciw całej istoty człowieka, który nie może być sam, który potrzebuje być wespół. Dlatego samotność jest krainą lęku, który polega na wyobcowaniu istoty ludzkiej: musi ona istnieć, a zostaje zepchnięta w to, co dla niej nie do zniesienia.

 

Spróbujmy to objaśnić przykładem. Gdy dziecko musi w ciemną noc iść przez las, boi się, choćby mu udowadniano, że tam nie ma nic strasznego. Gdy jednak znajdzie się samo w ciemności, budzi się w nim ludzki lęk, który nie jest trwogą przed czymś, tylko lękiem samym w sobie. Trwoga przed czymś określonym jest właściwie nieszkodliwa, bo można ją opanować, gdy się usunie rzecz wywołującą trwogę. Gdy np. ktoś boi się psa, można go uspokoić, biorąc psa na łańcuch. Tu jednak trafiamy na coś o wiele głębszego. Gdy bowiem człowiek znajdzie się w zupełnej samotności, nie boi się czegoś określonego, co można usunąć, tylko doświadcza lęku samotności, czegoś obcego, i zagrożenia swej własnej istoty, czego racjonalnie nie da się opanować.

 

Posłużmy się jeszcze innym przykładem. Gdy ktoś musi czuwać w nocy przy umarłym, będzie zaniepokojony, nawet jeśli do tego nie chce się przyznać i nawet, gdy racjonalnie może sobie wytłumaczyć bezprzedmiotowość swego wrażenia. Wie dobrze, że ów umarły nic złego mu nie zrobi, że mógłby być o wiele mniej bezpieczny, gdyby dany człowiek żył jeszcze. Powstaje tu zupełnie inny rodzaj bojaźni, nie bojaźń przed czymś, tylko sam na sam ze śmiercią, niesamowitość samotności samej w sobie, poczucie zagrożenia własnej egzystencji.

 

Pytajmy dalej - jak można pokonać tę bojaźń, jeśli argumenty, że jest bezprzedmiotowa, nic nie pomagają. Dziecko uspokoi się, gdy mu ktoś poda rękę, która je poprowadzi, gdy usłyszy głos, który do niego przemawia, to znaczy, z chwilą gdy pozna, że jest przy nim ktoś życzliwy. Podobnie i ten, kto czuwa przy zmarłym, odczuje, że znika jego lęk, gdy ktoś przy nim będzie, gdy poczuje czyjąś bliskość. W tym opanowaniu lęku przejawia się zarazem jego istota: jest to lęk przed samotnością, jest to trwoga istoty, która może żyć tylko we współbycie. Prawdziwego lęku człowieka nie może opanować rozum, może to sprawić tylko obecność kogoś kochającego.

 

Musimy pytać jeszcze dalej. Gdyby istniała taka samotność, do której nie przenikałoby żadne słowo, gdyby powstało tak głębokie opuszczenie, że nikt by do niego nie dotarł, wtedy mielibyśmy istotnie całkowitą samotność i lęk, którzy teologowie nazywają "piekłem".

 

Możemy teraz dokładnie zdefiniować, co ten wyraz oznacza: oznacza on samotność, której nie dosięga słowo "miłość" i która przez to jest zagrożeniem całej egzystencji. Czy nie ma to związku z tym, co poeci i filozofowie współcześni twierdzą, że w gruncie rzeczy wszelkie spotkania człowieka z człowiekiem pozostają tylko na powierzchni, że nikt nie ma dostępu do wnętrza drugiego? Nikt nie może naprawdę dosięgnąć tego, co w drugim najgłębsze, każde spotkanie z kimś drugim, choć wydaje się tak piękne, jest w gruncie rzeczy tylko znieczuleniem nieuleczalnej rany samotności. A więc na dnie istnienia nas wszystkich byłoby tylko piekło, rozpacz-samotność równie nieunikniona, jak pełna grozy. Sartre - jak wiadomo - zbudował swą antropologię na podstawie tego wyobrażenia. Ale nawet u tak pojednawczo i pogodnie usposobionego poety jak Hermann Hesse napotykamy podobne myśli: Jak dziwnie: we mgle się tułać! Samotne życie wieść. Nikt nie zna drugiego, Własną samotność musi nieść! W rzeczywistości jedno jest pewne: istnieje noc, opuszczenie, gdzie nic nie dociera; istnieją drzwi, przez które tylko samotnie przejść możemy: brama śmierci. Wszelka trwoga na świecie jest ostatecznie tylko trwogą przed ową samotnością. Rozumiemy więc, że Stary Testament ma tylko jedno słowo na wyrażenie piekła i śmierci, wyraz szeol, bo są to, według niego, rzeczy identyczne. Śmierć to po prostu samotność. Ale taka samotność, do której nie może przedostać się miłość - to piekło.

 

Doszliśmy znowu do naszego punktu wyjścia, do artykułu wiary o zstąpieniu do piekieł. Mówi nam on, że Chrystus przeszedł przez bramę naszej ostatecznej samotności, że przez swą mękę zstąpił w otchłań naszego opuszczenia. Tam gdzie nie może nas już dosięgnąć żaden głos, tam jest On. Przez to piekło zostało przezwyciężone albo, mówiąc dokładniej, śmierć, która dotąd równała się piekłu, już nim nie jest. Jedno i drugie już nie są tym samym, bo w samej śmierci jest życie, ponieważ w niej samej jest miłość. Tylko dobrowolne zamknięcie się jest teraz piekłem lub, jak mówi Biblia: śmiercią wtórną (por. Ap 20, 14).

 

Umieranie nie jest już przejściem do lodowatej samotności, bo brama Szeolu została otwarta. Wydaje mi się, że można teraz zrozumieć obrazy kreślone przez Ojców Kościoła, robiące na pierwszy rzut oka wrażenie mitów, a mówiące nam o wyjściu zmarłych, o otwarciu bram. Staje się również zrozumiały pozornie tak mityczny tekst Ewangelii Mateusza, który mówi, że po śmierci Jezusa groby się otworzyły i wiele ciał świętych z grobu powstało (Mt 27, 52). Brama śmierci stoi otwarta, odkąd w śmierci zamieszkało życie: miłość.

więcej